Krystyna Mazurówna o panoramie Paryża

PARYŻ

Paryż… Samo brzmienie tego słowa, sam dźwięk nazwy tego miasta wprowadza nas w atmosferę lekkiego podniecenia. Nic dziwnego, jeśli trzeba zwiedzić cokolwiek na świecie, jeśli chce się doznać mocnych wrażeń, jeśli warto zobaczyć choćby jedno, jedyne wyjątkowe miejsce na kuli ziemskiej – powinien to być właśnie Paryż. Tu można obejrzeć najpiękniejsze zabytki, zwiedzić Luwr, który jest jednym z najbogatszych w eksponaty muzeum na świecie, tu można podziwiać różnorodność architektury i nastrojów w kolejnych, tak bardzo zróżnicowanych dzielnicach paryskich, albo zobaczyć któryś ze znanych na całym świecie spektakli kabaretów „Moulin Rouge”, „Lido” czy „Crazy Horse” tu wreszcie można po prostu nic nie zwiedzać, a tylko napawać się niepowtarzalną atmosferą tego miasta.

DZIELNICE PARYSKIE

Paris – ville lumiere. Paryż - miasto światła… Paryż jest w istocie jak klejnot, jak brylant, świeci się i mruga masą neonów, tysiącami lampeczek, milionami światełek… Sama migocząca wieża Eiffel’a warta jest wycieczki do Paryża, tak wielki jest efekt tego cudu architektury, istniejącego od przeszło stu lat, który stał się prawdziwym symbolem Paryża.

Całe miasto warte jest grzechu, czyli odwiedzenia go przynajmniej raz w życiu, Ale - jeśli ktoś pozna choć raz Paryż, wraca tu i wraca, bo zawsze ma się wrażenie, że nie wszystko się zobaczyło, że jest jeszcze to i tamto. Rzeczywiście, jest to przepiękne miasto a i historia dowodzi, że wzajemne flirty między Polską a Francją trwają nie od dziś a posiadają długą tradycję! Główną cechą Paryża, tego pępka Europy, jest jego różnorodność. Każda z jego dwudziestu dzielnic ma indywidualny charakter, jest inna od pozostałych, ale zawsze ciekawa! Polecam na przykład spacer po Dzielnicy Łacińskiej, która obejmuje całą część lewego brzegu Sekwany – jest to niby tylko skupisko wielu gmachów uniwersyteckich Sorbony, ale tu właśnie narodził się silny prąd intelektualny lat pięćdziesiątych. Bulwar Saint Germain, gdzie w kawiarniach przesiadywali intelektualiści, Sartre flirtował z Simone de Beauvoir a rzesze studenciaków biegały po sąsiadujących uliczkach, jak i krzyżujący go bulwar Saint Michel – to są miejsca kultowe, bez których Paryż nie byłby Paryżem. Istnieje tu masa wykwintnych restauracji, barów i kawiarni i cała sieć tanich restauracyjek grackich, wypełnionych co wieczór przez poszukujących wrażeń i żądnych posmakowania prawdziwej paryskiej atmosfery turystów. Francuzów tam spotkacie niewielu – Paryż, śladem innych wielkich metropolii, posiada tylko niewielki procent autochtonów. Większość jego mieszkańców to przybysze, nie tylko ci którzy przyjechali za chlebem, ale masa ludzi z całego świata, dla których mieszkanie w tym mieście jest sprawą świadomego wyboru własnego miejsca na życie.

Dzielnica Łacińska była bardzo modna przez długi okres czasu. Potem najmodniejszą dzielnicą przez kilka dziesiątków lat były Hale. Stare hale targowe paryskie, brzuch Paryża, gdzie nocami odbywały się wszelkie hurtowe transakcje mięs, ryb i warzyw, dowożonych codziennie z całej Francji – okazały się zbyt ciasne na apetyty mieszkańców, więc w miarę gwałtownego powiększania się ich liczby trzeba było przenieść ten handel pod Paryż. Hale wyburzono, a na ich miejscu zbudowano park, pod którym kryje się kilkupiętrowe – w głąb ziemi – centrum handlowe z kinami, basenem i restauracjami. Tłumy widzów przychodzą tu na spektakle teatralne, na zakupy – zwłaszcza w okresie soldów – i po prostu, by przejść się w modnym miejscu. Otwarte w pobliżu hal Centrum Sztuki Współczesnej, czyli Centrum Pompidou, zwane popularnie Beaubourgiem, zwabiło nową rzeszę klientów i przyczyniło się do zwiększenia popularności i mody na tą dzielnicę. To tu należało bywać, znać zarówno stałe kolekcje jak i czasowe wystawy w Centrum, tu się jadało, tu słuchało koncertów – jednym słowem, była to niewątpliwie najmodniejsza dzielnica Paryża, prawdziwy „must.”

Po modzie na Dzielnicę Łacińską i modzie na Hale, przyszła moda na Bastylię. Przed wybudowaniem nowego, imponującego nowoczesną architekturą i szczególnie nienaganną akustyką dla każdego widza budynku Opery, dzielnica Bastylii znana była jako obiekt historyczny (tak, tu przecież miejsce miała kulminacja Wielkiej Rewolucji Francuskiej 1878 roku, tu w imię Wolności, Równości i Braterstwa wyzwolono triumfalnie dwóch czy trzech opryszków – no cóż, nie czepiajmy się detali, przecież liczy się symbol ) – była zupełnie nieciekawa. Moda spada na nas jednak nie zawsze dokładnie wiadomo, z której strony i musimy się jej poddać! Potem raptem, ni z gruszki ni z pietruszki paryżanie zainteresowali się dzielnicą Oberkampf, która wzięła swą nazwę od małej, niepozornej uliczki. Położona centralnie, ale niczym się nie wyróżniająca, pełna drobnych rzemieślników, którzy od dawna z trudem wiązali koniec z końcem. No bo kto jeszcze oddaje buty do zelowania, skoro nowa para kosztuje tyle samo? Kto używa pralni? Po co komu usługi krawieckie, kto wreszcie i po diabła kupuje węgiel w środku miasta? „Cafe – charbon” czyli malutka, stara rudera w której sprzedawano węgiel na wagę a przy okazji można było wypić kieliszek wina czy zjeść kanapkę tak zeszła na psy, że właściciel postanowił zarzucić sprzedaż węgla. Odmalował własnoręcznie lokalik na brudno czerwony kolor i zmienił jego przeznaczenie na kawiarnię. W Paryżu istniało już ich kilkaset, czemu raptem ta właśnie stała się miejscem pielgrzymek żądnych poznania najmodniejszego miejsca tłumów? To moda! Po „Cafe charbon” sąsiadująca z węglarzem pasmanteria zmieniła profil na restauracyjkę, drukarnia stała się pijalnią herbat a szewc okazał się autorytetem w prowadzonym przez siebie ośrodku degustacji win. Jeden, potem drugi bar, jedna i druga sala spektakli i koncertów muzyki współczesnej i elektronicznej, potem lekcje salsy w pobliskim barze kubańskim, otwierane jedne po drugich restauracje i bary prześcigające się pomysłowością w urządzaniu swych barokowych wnętrz – oto recepta na ściągnięcie tłumów!

Ostatnio moda przesuwa się jeszcze dalej na wschód Paryża, do dzielnic do niedawna jeszcze zakazanych, takich jak Menilmontant czy Belleville. Dzielnice to niezbyt drogie, popularne, zamieszkałe – jak Belleville – głównie przez chińczyków, ale które przez swoją autentyczność i wyjątkowość stają się kolejnymi hitami. Należy tam bywać i bratać się z tłumem kolorowych sprzedawców, będąc ubranym „cool” i zachowując się „na luzie”. Ale – jeśli wolicie wytworną, nienaganną elegancję Champs Elysees, jeśli lubicie zwiedzać miasto z perspektywy wodnej przejażdżki statkiem, jeśli chcecie poczuć zgiełk paryskiego tłumu na Wielkich Bulwarach, przespacerować się po obu wyspach, obejrzeć spektakl w mitycznym „Moulin Rouge”, seksownym „Crazy Horse” czy spektakularnym „Lido” - udajcie się do Paryża, tego pępka Europy a może nawet i świata.

Krystyna Mazurówna


 

 

 

Szukasz miejsca na weekendowy wypad pełen niesamowitych wrażeń? Zawsze marzyłeś o zobaczeniu Disneylandu? Może masz ochotę na spacer po Polach Elizejskich, obiad  na szczycie Wieży Eiffla, a kolację na Montmartre ? Nic trudnego – skontaktuj się z nami! Weekend w Paryżu najtaniej, a moze tydzien w Paryżu. Lekier France Tours licencjonowane biuro podróży, touroperator francuski. Od 26 lat specjalizuje się w wycieczkach do Paryża. 

 O NAS MAPA STRONY KONTAKT FAQ AFILIACJA INFORMACJE DLA TURYSTY

Nasz profil Google+

Design and powered by Welcome magement systems

 

© LekierFranceTours 2015